ZNACHOROLOŻKA I JEJ ŚWIAT

Widoczek ;)

nie kumam

Link 10.02.2012 :: 16:25 Komentuj (9)

prosiłam o usunięcie ownloga, a oni mi co? nadal mogę się zalogować

nie kumam




dziękuję za uwagę, to już koniec audycji

Link 03.01.2012 :: 17:57 Komentuj (11)

...miałam takie postanowienie, że albo doprowadzę tego bloga do świetności pod względem wizualnym i pod względem zawartości jaką chciałabym zawierać w nim, albo go zlikwiduję. Wybieram to drugie. Ta notka jest ostatnia. Będzie tutaj przez tydzień po czym blog zostanie usunięty. Być może wrócę do pisania, lecz pod inną nazwą. Wrócę jeśli zajdę w ciążę, wtedy opowiem jak jest naprawdę;P 

Marzę o wielu rzeczach, takich zwyczajnych i trochę większych też. Być może część z nich uda mi się zrealizować, niektóre już zaczęłam tylko nie mogę się teraz poddać bez walki. Mnóstwa rzeczy chciałabym się nauczyć.


Życzę Wam wszystkim spokoju wewnętrznego, zdrowia i odrobiny szczęścia w codziennym życiu. 




<<100>>

Link 08.12.2011 :: 22:00 Komentuj (4)


Właśnie przeczytałam książeczkę, bo nie książkę o czystości przedmałżeńskiej podsuniętą przez koleżankę ze studiów (mając tak religijną i dobrą osobę przy sobie, a przy tym tak normalną, może byłoby mi łatwiej stawać się lepszym człowiekiem, może motywacja byłaby silniejsza...kto wie). Dziwna jestem? Może, ale zawsze warto wiedzieć jakie kto ma racje i jakie dokładnie są zapatrywania na "te sprawy" wg religii. Wszystko ogólnie sprowadza się do tego, że warto z tym wianuszkiem poczekać do ślubu. Temat jest obszerny jak ocean, bo każdy ma swoje racje. Moja skromna opinia jest następująca. Seks ma być zarezerwowany dla małżonków dlatego, że jest takim pełnym wyrażeniem fizycznie uczuć jak nie dałoby się tego w inny fizyczny czy słowny sposób wyrazić. Ma być tym dodatkowym spoiwem po ślubie, który zbliży jeszcze bardziej małżonków do siebie. To zbliża, nie da się ukryć, może nawet otwiera bardziej przed tą najdroższą osobą, której ma się ofiarować swoją przyszłość. Dlaczego jest tyle rozwodów? Wiara się bzyka jak w "pamiętnikach z wakacji" (matko, jakie to głupie, ale jak przerażająco rzeczywiste:() na prawo i lewo, współżycie sprowadza się do bezsensownego zaspokojenia żądzy przez chwilę z kim popadnie, a gdy tacy ludzie się pobiorą to jest dla nich chleb powszedni, może już znudzenie i zaczynają po roku dochodzić do wniosku, że "to nie to". A tak, to ze spokojem, choć na pewno nie jest łatwo w takim stanie wytrwać, to po ślubie jak się zasmakuje to to dowiąże, zbliży. Nie wiem czy ktoś rozumie o co mi chodzi, ale mniej więcej taka jest moja teoria. W każdym bądź razie książka godna polecenia.

Ostatnio doszłam do wniosku, że po studiach(jeśli dane będzie mi je skończyć i to w najbliższym terminie), będzie mi brakować tych intelektualnych rozmów z Arturem, Asią, i kilkoma innymi osobami, jakie często prowadzimy. Fakt, czasem wszystko spada do poziomu "pączków" i mało smacznych dowcipów, ale bywa naprawdę wesoło.

Kupiłam książkę "Ziemia widziana z nieba" format-bardzo duży, zdjęcia z lotu ptaka, cudo, dwa lata na nią polowałam. To było jakiś czas temu, natomiast troszkę mnie poniosło dziś w empiku i zaczęłam od "Emmy", potem "Weronika postanawia umrzeć", a skończyło się na "Każdy szczyt ma swój Czubaszek". Mieszanka wybuchowa, ale najpierw trzeba się zająć konktretami. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce.

Ostatnio obejrzany film, no oczywiście "Listy do M." no i mogę śmiało polecić, że nie jest przereklamowany. Zawierał w sobie i komedię i dramat, i przy końcu nawet kilka łez spłynęło po policzkach. Teraz muszę obejrzeć pierwowzó. Tylko nie wiem który, bo na tej samej zasadzie były zrobione amerykańskie "Walentynki", "To właśnie miłość"(nawet plakat jest zerżnięty) i jeszcze jeden fil którego nie pamiętam, ale we wszystkich programach telewizyjnych jest zdjęcie, na którym jest facet w garniturze, a po jego bokach z dziesięć lasek w strojach śnieżynki. Co to za film, pomożecie mi?

Nie wychodzą mi niektóre rzeczy od jakiegoś czasu. Tu słowo za dużo, tu za mało, niedopowiedzenie, niezrozumienie, jeszcze w pracy dziś nerwowa atmosfera i tak mi te złe myśli drążą w głowie otwór. Niestety takie rzeczy pamietam najlepiej, nie pamiętam często tych rzeczy, które bym chciała, które miłe są memu sercu, a te złe. Po to, żeby więcej nie powtórzyć? Czy żeby poczuć się takim maluczkim w wielkim świecie? A może po to by to przypominało ciągle, że nie jest się dobrym człowiekiem i trzeba spuszczać głowę gdy w rzeczywistości powinno się walczyć o swoje? Nie lubie tego uczucia, nie lubię jak coś mnie tak bezlitośnie pali. To są drobiazgi, ale zatruwają cenny spokój.

Stary Rynek pięknie przyozdobiony i przepiękna wielka choinka, tak szeroka, że nie można było jej wwieźć bez gimastyki:) zewsząd bombadowanie świętami, jeszcze troszkę poczekam z "last christmas", żeby się nie przejadło. Na szczęście Polskie Radio nie serwuje ze wszystkich stron reklam i piosenek świątecznych. 

Dziewczyny, tęsknię za wami!!!Może jakieś spotkanie opłatkowe?:*:)



słów kilka o wartości nauki w ostatnich latach

Link 28.11.2011 :: 21:37 Komentuj (7)


Nie mogę pojąć jak można tak sknocić piosenkę enjoy the silence. Koleś ma naprawę ładny głos(no może troszkę trąca Fleszarem), jeszcze ładniejszy uśmiech, a wybrał na finał złą piosenkę. Ktoś miał rację mówiąc, że 99% ludzi, którzy tam przychodzą to albo tańczą, albo śpiewają.
Ostatno obejrzane filmy: no oczywiście kolejna część zmierzchu-czysta formalność, i "o północy w Paryżu"-kolejny dziwny film Woody'ego Allena, chociaż możnaby rzecz, że z przesłaniem "doceńmy czasy w któych żyjemy bo inaczej będzie nam zawsze w tłu źle", natomiast wielku ukłon dla aktorów, zwłaszcza dla głównego bohatera, którego doceniłam aktorsko.
Na wczorajszym wykładzie z doradztwa społecznego facet powiedział nam, że jeśli się nie zmieni nam się charakter w ciągu sześciu-siedmiu lat zwłaszcza na lepsze to znaczy, że się nie rozwijamy, warto więc inwestować w siebie. Ciekawa jest też koncepcja gospodarowania kapitałem ludzkim. To trochę przypomina dochodzenie tezy dlaczego warto się uczyć i inwestować w siebie. To że ludzie sami siebie próbują przekonać, że warto się uczyć, że warto wydać te pieniądze na studia itd. bo to inwestycja, która się zwróci z czasem, a i na starcie dostaniemy więcej niż każdy pracownik fizyczny. Co mówią realia? Z tym bywa różnie, to są tylko koncepcje, ogólne badania, nie ma gwarancji, że jeśli skończę studia to dostanę 2500 brutto na dzień dobry. Poszukiwanie pracy po studiach średnio trwa 11 miesięcy(!)w tym momencie ta koncepcja nieco podupada w moich oczach. Są wybrane zawody, w których zawsze jest popyt, ale wymaga to nie lada poświecenia. W tym momencie ukłon dla ludzi, którzy są na politechnice i mają dobre noty.
Nie mówię tu o tym, że nie warto się uczyć, tylko trzeba się dobrze zastanowić nad kierunkiem studiów. I tak jak to robią w Niemczech, Holandii-tam 16-latkowie idą do poradni zawodowej, wiedzą co chcą robić i do tego już dążą. Być może i u nas dałoby to pozytywny efekt? Mało jest osób zdecydowanych, w których zainteresowania były dobrze kierowane w rozwoju.



już niedługo

Link 22.11.2011 :: 22:12 Komentuj (10)


czuję że nastąpi przełom, wkrótce, sprawa się rozegra w ciągu miesiąca, albo pół roku do 8 miesięcy i będzie tak pięknie jak teraz (mimo niejednej nuty goryczy) albo będzie bardzo źle, jestem przy nadziei

[*]dla mamy Agnieszki, jutro pogrzeb:(

piosenka z przesłaniem dla Lidii florence+the machine-shake it out



taka ze mnie szczęściara

Link 14.11.2011 :: 20:42 Komentuj (6)


Z ust jednej z klientek zakładu w którym pracuję, 26 letniej, która od co najmniej 8 lat jest mężatką, usłyszałam coś takiego. Poza tym że mają niepełnosprawne dziecko, które przeszło co najmniej kilkanaście operacji na różnym tle i wymaga ciagłej opieki okazało się, że jej mąż oraz córka (wiek- ok klasy 1-3), żeby nie skłamać nie jestem pewna czy obie córki czy jedna, mają schizofrenię. Badania mózgu wykazały jedną półkulę jako zaburzona praca, czy całkowicie niesprawną. Agresja w niej jest ogromna, nie pomaga ani dobroć, ani złość, niepodanie raz tabletki skutkuje drastycznymi scenami, od męża nie może wcale oczekiwać wsparcia. Sama klientka zaczęła brać leki wyciszające, nie mogąć psychicznie podołać. Jest jedyną w miarę zdrową, jak na okoliczności, osobą. Do pracy też nie może iść ze względu na niepełnosprawną córkę. 
W tym momencie złożyłyśmy jej wraz z koleżanką życzenia wytrwałości.
Pomyślałam jaką jestem szczęściarą.



!?

Link 09.11.2011 :: 18:01 Komentuj (5)


Pewna wiadomość dzisiejsza zwaliła mnie z nóg, niby coś normalnego, ale nie dla mnie, aż mnie żołądek z nerwów rozbolał. 
Mniejsza z tym, kilka dni temu chciałam pisać, że oczuwam szczęście, każdego dnia. Mimo, że co rusz mnie coś wkurzy, mimo że przeziębienie bierze, mimo że niektórzy marudzą. Wracam do życia? Czy tylko lekkie przebudzenie w długim śnie?
Zobaczymy.
Przeczytałam "dziwne losy jane eyre" nom, jestem typowa baba co lubi romansidła, i lubię gdy książka kończy się dobrze, gdy bohaterowie po długich burzliwych losach mogą połączyć swe ścieżki i cieszyć się normalnym życiem.
Ja tak nie potrafię, jestem nienormalna.
Ostatnio obejrzany film "kochaj i tańcz", tak, obejrzałam, śmietanka polskiej edycji tańca z gwiazdami, najlepsi we filmie byli koledzy głównego bohatera, a on sam też całkiem nieźle sobie radzi, na pewno lepiej niż jego wybranka, no i szał- Mecwaldowski jest świetny, chociaż najbardziej podobał mi się jako adorator Korby w lejdis.
To by było na tyle z miesiąca życia.



"let it fall, my heart..."

Link 17.10.2011 :: 21:44 Komentuj (10)


Ojciec ledwo zipie, jeździ codziennie na giełdę z warzywkami i zapierdala cały czas, tak samo mama. Na dodatek mama gada na moją siostrę, a swoją córkę, że jej nie pomaga tak jak by sobie tego życzyła, a właściwie to wcale nie pomaga. "ma męża, żadnego poczucia obowiązku, cały czas by tylko się uczyła, jeździła po szkoleniach i żyła pracą, a w domu nic, żyje sobie jak wolny ptaszek" tak mawia.  W tym momencie włączam się ja, broniąc i próbując przekonać, żeby doceniła to co ma i nic. Byłaby zadowolona gdybym to ja z nią została na starość. Zaprawdę powiadam wam, nie byłaby. I wiem co mówię. M. potwierdzi. Do tego dobiega ją podłamka, bo kasy w tym roku połowa jeśli nie mniej, co zrobią na wiosnę. Czy jakoś dorobić czy co... biedny ojciec nie dość, że fizycznie wyczerpany, to jeszcze słucha najgorszych narzekań matki i dusi to w sobie, widzę jak to strasznie dusi. Zaczynam się bać czy pewnego pięknego dnia nie dostanę telefonu, że...
Na to wszystko babcia robi się złośliwa i myśli, że ma wzrok i siły sprzed 40 lat, tylko widzę coś złego... mama zaczyna chwilami robić jak babcia, o zgrozo, czy zrobi się taka jak ona? Czy ja też taka się stanę? I tak już przesiąknęłam strasznie narzekaniem i agresorem, ale czy to mnie też dopadnie?
Teraz tak, matka i siora po dwóch stronach barykady, słucham obu i jakoś nie mogę ich skłonić do rozmowy na spokojnie bez unoszenia głosu, przedstawiając swoje argumenty.
Problem jest jeszcze taki, że mama zabija w nas wszelakie przejawy rozbudzania w sobie zainteresowań, spełniania swoich małych-wielich marzeń. Zamiast zmotywować twierdzi, że nam odbija:( to boli, a jeszcze z tego domu nie idzie wyjść tak, żeby nikt nic nie wiedział gdzie idę!!!!!;( matka zawala gradem pytań i dociekań, że czasami mam ochotę już nie wracać wcale. Czy wszędzie tak jest? Ile ja mam lat, żeby ze wszystkiego się jej spowiadać? Nie chcę być taka jak ona, a wiem że to po części nieuniknione:(
Żal mi ich, bo pracują od świtu do nocy w sezonie, a mają już swoje lata.
Chcę zgody w rodzinie czy to tak wiele?

Wsłuchuję się w Adele- set fire to the rain, najpierw jej głos, później rozbrajam na kawałki każdy instrument, dźwięk. Fortepian to piękny instrument, przechodzą mnie dreszcze rozkoszy:) odrywam się na chwilę od ziemi...



w telegraficznym skrócie

Link 10.10.2011 :: 18:08 Komentuj (8)


Pierwsza informacja jaką dziś w gazecie wyczytałam to że w Poznaniu w najbliższą niedzielę na hali 2 MTP gra Hurts, o godz 20.00. Bilety, które pozostały będą sprzedawane przed wejściem w cenie 110 zł. To taka wstępna informacja.

Co mnie tu przygnało? Lenistwo, które nie pozwala mi się zabrać za coś konkretnego do pracy, nauki, czy innych zajęć.
Czego potrzebuję? Nauczyć się wpuszczać jednym uchem i wypuszczać drugim, ale tylko głupie "sranie" z jakim mam do czynienia na co dzień. Potrzebuję też zapanować nad swoją złością zwłaszcza w towarzystwie najbliższych mi osób. Może jakiś kurs panowania nad emocjami?...

Po obejrzeniu zdjęć z ostatniego wesela zaczynam krytyczniej podchodzić do swojego wyglądu. Zamiast zgrabnych, smukłych nóżek mam balerony, zamiast ładnej cery mam pobojowisko, zamiast oczu jak się śmieję mam dwie kreski jak ten pan U1Bator i cały tłuszcz z policzków idzie mi na oczy, robią mi się pelikany, druga broda i nie mam wcale ładnych kształtów:( nigdy nie uważałam się za ładną, ale to przerosło moje mniemanie.
postanowienie 1: "od jutra się odchudzam"-powiedziałam wczoraj i w związku z tym oprócz 4 skibek dobrze obłożonego chleba i obiadu zjadłam również pół tabliczki czekolady, garść płatków czekoladowych, garść lentilków, pół rządka placka z pianką, pół jabłka, banana, i kilkanaście orzechów laskowych:) czuję się zaspokojona
postanowienie 2: raz na jakiś czas się wysolaryzować, bo byłam jedyną bladą osobą na weselu:p dlatego "wuja" od którego dostałam już błogosławieństwo za bardzo na zapas zaczął się o mnie martwić.
postanowienie 3: na następne wesele czeszę się sama, ewentualnie z małą pomocą siostry bo to zbędnie wyrzucona kasa w coś co sama potrafię przecież wykombinować.

Porywam się z motyką na słońce, a może i na księżyc angażując się w kilka projektów i nie chcąc przy tym zaniedbać najbliższych i samej siebie. Czy uda mi się przezwycieżyć mój zazwyczaj słomiany zapał? Niedługo się dowiem.

W domu ostatnio atmosfera robi się chora. Przemęczenie rodziców, chęć niezależności młodych, komentująca babcia, i moje rozdarcie pomiędzy każdą ze stron nie daje się łatwo pogodzić. Do tego nie można nikogo skonfrontować na spokojnie, przy normalnej rozmowie. Zresztą każdy z nas ma jakieś większe czy mniejsze problemy.

Wiecie, dawniej, w buntowniczych latach gimnazjum brzydziłam się muzyką poważną, teraz wydaje mi się czasem tak przecudnie piękna... ciekawe jak się gusta zmieniają z wiekiem...:)
No i nigdy nie mów nigdy, jedno pamiętam szczególnie~:)

Ostatnio przeczytana książka: wichrowe wzgórza  oraz rozważna i romantyczna- to pierwsze po traumie i chęci zamordowania Heathcliffa własnoręcznie na szczęście dobrze się skończyło, a przynajmniej ja byłam pełna nadziei dla pomyślnych losów bohaterów, których każdy sam musiał się domyśleć. Natomiast "rozważna..." mnie oczarowała i mogę śmiało przyznać z zupełnie czystym sumieniem że ekranizacja z Kate Winslet jest naprawdę dobra i nawet nie jest zbyt wiele zmienione w fabule.



zaległości

Link 21.09.2011 :: 22:44 Komentuj (11)


Ileż emocji się we mnie kotłuje ostatnimi czasy. Przechodzą z bezmiaru szczęścia do doliny rozpaczy. Staram się skupiać na tych pierwszych, lecz jak to w życiu bywa, nie zawsze się udaje.

Chorwacja jest przecudna, można by o niej mówić godzinami, a i tak to nie dotrze do człowieka- trzeba zobaczyć samemu. Też słuchałam z niezbyt wielką uwagą, lecz zdanie zmieniłam. Oto ogłaszam wszem i wobec, że zakochałam się we wodospadach na rzece Krka. Byliśmy również na Plitvickich Jezerach i w Postojnskiej Jamie (Słowenia) zwiedzając w międzyczasie Split, Trogir i Dubrownik, nocując w Neum, Vodicach i Medanie. (Mała dygresja- poszukajcie sobie na youtubie przewodnika z Trogiru:D Janek, śmiesznie opowiadał.) W hotelach pełne wyposażenie, jeden myk-trzeba było obciąć troszkę wtyczkę od grzałki;p, pełne wyżywienie i zejście wprost na Adriatyk:D słona woda wypierała tak, że nawet taki ciul jak ja, niepotrafiący wcale pływać, mógł się położyć na wodzie na sporej głębokości. Rakija-świństwo normalnie taki nasz bimber, ale jako pomarańciówka całkiem niczego sobie. Widoki przecudne zwłaszcza na Riwierze Makarskiej. Oko nacieszyłam jak nigdy przedtem, chwilami myślałam nawet, że śnię~:P~:D

Gdy czegoś się bardzo pragnie to cały wszechświat pnie do tego, żeby to się spełniło. U mnie troszkę inaczej, jeśli się myśli o kimś intensywnie przez jakiś czas to wtedy sam się odezwie. Tak było w przypadku Czesława:) Po bardzo długim czasie się odezwał, mimo że już dawno sama miałam to zrobić. Miło się dowiedzieć, że u starych znajomych wszystko dobrze:D

Heh, wspominałam, że niedawno byłam na weselu:P? Kolejne wesele tym razem bardziej udane. A wiecie dlaczego? Kamery nie było, ot co!:D;P Heh, dostałam błogosławieństwo od jednego „wujka” i przy okazji wproszenie się na wesele;p że niby do mnie;p

Ha! I jestem trzeźwa żeby nie było, chyba będzie padać, oj.

O! dziś uczyłam się robić bigos, niby wszystko wiedziałam co i jak, ale jakby przyszło co do czego to milion dziwnych pytań się nasuwa. Tym razem jednak zrobiłam postęp-zapisałam. Nikt nie zrozumie o co mi tam chodzi :D hihi

Zaczął się jednak rok akademicki, kilka osób zmieniło stan cywilny, kolejne kilka koleżanek zaciążyło, jedna urodziła i tak oto minęły wakacje akademickie. Pierwsza połowa semestru jeśli chodzi o plan jest raczej średnio przyjemna zwłaszcza soboty, siedzenie po 12 h na wykładach z seminarium (tutaj ciężkie westchnięcie rozpaczy) na samym początku nie należy do przyjemności. Ale trzeba zacisnąć pasa, bo bez pracy nie ma kołaczy ni hu hu…

I jakoś to wszystko będzie, prawda?... 






Sama o sobie


Przeciętna pracująca studentka zainteresowana w wielu kierunkach na tyle, że w żaden nie zagłębia się całkowicie:) Lubi jeść:) a co inni o mnie powiedzą?